... >> czwartek, 3 stycznia 2008 19:50:23
...
komentarze [2]
Na dowidzenia i dzieńdobry. >> piątek, 14 września 2007 23:43:05
Teraz jestem tu.
To nie znaczy, ze odchodzę. Nie byłabym wstanie. Za długo tu byłam, za dużo wspomnień.
komentarze [5]
1/2 części podziemia podzielonego na kwałki składające się na powietrze malinowe >> piątek, 22 czerwca 2007 22:53:42
I to już niby koniec. Pozostaje mały niedosyt. Mogło być lepiej. Mogły być inne wspomnienie. Mogłabym myśleć, co by mogło godzinami, ale chyba przestanę. Nie mam na to ochoty, chociaż pokusa jest wielka. Walić to. Tamto też.
Teraz Nadine będzie żyła od koncertu do koncertu. Od wyjścia do wyjścia. Od wody do wody. Od piwa do piwa. Od snu do snu. Od książki do książki. Zobaczymy, może nawet raz zapłacze albo walne głową w klawiaturę.
komentarze [26]
Black Horse & The Cherry Tree >> niedziela, 27 maja 2007 16:13:36
Pierwszy raz od miesięcy (a może nawet lat) jestem szczęśliwa, dopełniona, moje oczy mają kolor tęczy, a usta ciągle wyciągają się w znak radości. Ale właśnie w tej jednej chwili, chciałabym powiedzieć „żegnaj”, potem iść do łóżka i przepłakać całą noc, uderzać pięścią w poduszkę, kopać ścianę, połamać paznokcie na bambusowym krześle. A potem Ty wrócisz, przytulisz mnie i znów będę szczęśliwa.
Mam niepoukładane w mózgu.
Idę się uczyć biologii, to zawsze pomaga.
komentarze [24]
Nikt nie przeklina. >> piątek, 18 maja 2007 21:36:23
Miało być inaczej, bardziej patetycznie. Jest zwyczajnie i chyba nawet lepiej. Dobrze. Ustawiam moja klocki. Bo ktoś je rozwalił. Podeptał. Porozrzucał. Nie płakałam. Poukładam je lepiej. Zrobię ogrodzenie przeciw rozpieszczanym dzieciom. Tak. „Dzieciom wstęp wzbroniony”. Nie. Nie mogę postawić takiej tabliczki. Sama nie będę mogła wejść. Ironia. Leczę kaszel. Ten sam od trzech miesięcy. Kaszel palacza. Ten już słynny dla mojej osoby. Będę zanim tęskniła.
Jak na razie dwa z punktów w moim planie zostały wykonane. Życie nie jest takie łatwe, jakim się wydawało.
komentarze [12]
I think it's gonna rain, rain down. >> wtorek, 8 maja 2007 17:22:26
Ogólny plan a najbliższe pięć dni:
1. Złapać deszcz jedną ręką.
2. Wypić butelkę whisky i chować się przed burzą w polu pszenicy.
3. Suszyć włosy na wietrze.
4. Wepchnąć kogoś do błota.
5. Potem tarzać się z nim (nią).
6. Nauczyć się jeździć na rolkach bez trzymanki.
7. Zjeść siedem paczek cheetów o samku serowym w minutę.
8. Nauczyć się na pamięć tekstów wszystkich piosenek na świecie (ewentualnie tylko polskich).
Ambitne plany. Co ta bezsenność i deszczowa pogoda robi z ludźmi?
komentarze [20]
Zrozum to tak jak ja, czyli na wiele sposobów, bo życie jest skomplikowane. >> wtorek, 24 kwietnia 2007 20:39:12
Uwielbiam jak dotyka
mojego ciała.
Nagą dłonią muska
okolice pępka.
Inne tego nienawidzą.
Ja nie.
Lubię jak bawi się włosami.
Zakręca na palcu.
Oplata wokół szyi.
Inne tego nie dzierżą
Coś może się zniszczyć.
Ja jestem odważna.
Kocham jak czyści mnie
od środka.
Powoli i dokładnie.
One nie, to je boli.
Ja jestem inna.
Więc głaszcz moje ciało.
Baw się włosami.
Czyść od środka.
Będę szczęśliwa.
Ida dwie dziewczyny przez pub. Są troche zdezorientowane. Zaczepia je mężczyzna siedzący przy barze.
-Gdzie idziecie?
Dziewczyny spoglądają na siebie i bez komentarza idą dalej
-One chyba nie mówią po polsku- komentuje drugi mężczyzna przy szklance piwa.
Nie ma to jak udawanie obcokrajowca, z moją orientalną urodą to nie trudne. Wielkie ułatwienie, oj nawet bardzo wielkie.
komentarze [18]
Czas na okular orzechowy. >> czwartek, 5 kwietnia 2007 10:45:56
Weźmy sobie rodzinę, nie taką cukierkową, ale zwykłą, polską. Mamy Babcię, codziennie rano wstaje wcześnie, chociaż nie musi. Gotuje obiady i piecze ciasta, za pieniądze z emerytury kupuje jajka niespodzianki. Mama jest pracoholiczką, wraca późno, lubi sprzątać. Tata też dużo pracuje, ale zawsze znajdzie czas, aby obejrzeć mecz w telewizji. Starsza córka to studentka. Przesiaduje w kawiarniach, od czasu do czasu podnosząc głowę znad wykładowych notatek, aby wziąć łyk kawy. Młodsza córka- licealistka uczy się, ale nie zawsze. Znajdzie czas na spotkania z znajomymi oraz na chwile z ulubioną muzyką. Wszyscy domownicy w sobotni poranek zasiadają do stołu, jedzą śniadanie i rozmawiają. Kochają się.
W pewnej chwili cały ten obraz się zmienia. Starsza Córka zakochuje się, Mama krzyczy, Tata nie odzywa się do nikogo, młodsza Córka płacze po kątach. I tylko Babcia się nie zmienia. Nadal osładza życie jajkiem niespodzianką i babką z cytrynową polewa. Czy się kochają? Chyba tak, bo podobno miłość jest silniejsza niż kłótnie.
Byłam w Lidlu i nawet w Tesco, zjadłam pizze w osiedlowej pizzerii (była smaczna o dziwo). Trzy z moich marzeń zostały już spełnione. Czas na kolejne. I chociaż życie nie jest takie, jakie sobie wymarzyłam, to i tak jest fajnie, bo wszystkiego mieć nie można…
… i w końcu byłam w Lidlu.
Korzystając z okazji, chciałabym złożyć wszystkim życzenia świąteczne. Więc wesołych świąt.
komentarze [29]
Bo z ciebie jeszcze dziecko jest, od co! >> sobota, 17 marca 2007 23:27:13
Wychodzę z domu. Jest wcześnie. Orientuje się, że jest ciepło, więc wracam do domu zostawić kurtkę. I tak dotarło do mnie, że idzie wiosna.
Wsiadam do autobusu. Nie odbijam biletu. Siadam na miejscu przy tylnich drzwiach. Zawsze tak robie. I tak dotarło do mnie, że moje miejsce w autobusie jest wolne, aż do przystanku, na którym wsiadam.
Wysiadam z autobusy. Oglądam swoje odbicie w wystawie sklepowej. Idę na most. I tak dotarło do mnie, że lubię swoje rytuały.
Schodzę z mostu. Zmierzam na pętle tramwajową. Wsiadam w pierwszy lepszy tramwaj, który zawiezie mnie do celu. Przejeżdżam obok Lidla. I tak dotarło do mnie, że jeszcze nie byłam w Lidlu.
Jadę szybko w tramwaju. Zatrzymuje się co minutę na przystanku. Ogarniam wzrokiem nowo wchodzących do wagonu ludzi. Czytam reklamy z Ikei, lubię je. I tak dotarło do mnie, że nigdy nie znudzą mi się reklamy Ikei
Wysiadam z tramwaju. Idę do sklepu. Kupuje paczkę kabanosów, ale takich z Krakusa. I tak dotarło do mnie, że uwielbiam jeść kabanosy.
Wyrzucam plastikowe opakowanie po kabanosach do jednego z pomarańczowych, miejskich śmietników. Wchodzę do szkoły. Kieruje się do szatni. Wieszam kurtkę. I tak dotarło do mnie, że droga do szkoły, to jedna z tych godzin dnia, którą lubię najbardziej.
komentarze [22]
A ja nie chce tak po prostu przeminąć >> sobota, 10 marca 2007 11:09:29
Kolejny punkt na liście poszukiwań: prawdziwy przyjaciel i miejsce, w którym będę się czuła bezpiecznie. Bo jak na razie jestem osaczona przez wszystko i wszystkich, nie mogę wyjść na ulice niewidoczna, a tak bardzo bym chciała. Bo nie zależy mi na rozpoznawaniu, tylko na wolności i zrozumieniu. I tak bardzo mi tego brakuje. Bo siedząc w wielkomiejskiej kawiarni, już wiem, że za parę godzin będę krzyczeć, płakać, tupać nogami. „Gdzie byłaś, co robiłaś?”, próbuję się schować pod gradem pytań, ale to łatwe nie jest. Zamknęłabym się w szafce, pomiędzy stertą bluzek, a kupką spodni, ale ja lubię oddychać. Nie mogę znaleźć wyjścia z tej sytuacji. A ty masz jakiś pomysł, mój przyjacielu?
Ale jestem już coraz bardziej samodzielna, kupię sobie aparat cyfrowy- SAMA, i będę biegać po mieście robiąc zdjęcia. I nikt mi nie przeszkodzi. I będę czuła się sobą. A na razie staram się zaspokoić swoje potrzeby, jak to na małe, niewdzięczne dziecko przystało.
komentarze [15]
Nie ma to jak kofeina. >> sobota, 3 marca 2007 16:27:54
Nie miałam komputera, zdechł. A teraz został wskrzeszony- jak Łazarz, a ja niczym niewiasta stałam i ze zdziwieniem spoglądałam na ten cud, który dział się w moich czterech ścianach.
Takie są już te czasy, medialny dwudziesty pierwszy wiek. Bez komputera czułam się jak bez prawej półkuli mózgu i bałam się tego szoku, którego mogłam doznać, gdy znów zasiadłam do czarnej klawiatury. Nie było tak źle. Szok był mały. Radość wielka.
Łatwo odnaleźć się w świecie złączy i sygnałów elektrycznych, ale w prawdziwym życiu nie można mówić zbyt wiele. Ściany mają uszy, a uszy mają usta. Złowrogo spoglądają lalki z porcelany i cicho szepczą łżącym tonem „jesteś dla mnie ważna”. Potem pójdą się wymienić informacjami i ukradzionymi poglądami. I dla tego gubimy swoją wiarę w ludzi, na siłę zamykamy usta i chowamy się przy oddalonym od wejścia stoliku z papierosem w jednej ręce i piwem w drugiej. Smutne są te czasy.
A ja przeżywam rozłam własnej osobowości. I nadal szukam. Do mojej listy poszukiwań dołączyły rękawiczki. Wsiąkły gdzieś na szkolnym korytarzu. Pozostały tylko na zdjęciach. Kiedyś je odnajdę i wszystko inne też.
komentarze [14]
Co by było gdyby? >> czwartek, 1 lutego 2007 22:50:00
Tak, bo czasem lepiej milczeć. Bo czasem lepiej nic nie mówić. Bo czasem lepiej zamknąć usta i po prostu podziwiać świat. A jest na co patrzeć. I wiecie do czego jeszcze się przyznam? Właśnie robie zadanie z historii i sprawia mi to przyjemność. Jestem zmęczona, powinnam iść spać, ale zamiast tego zaspokajam się umysłowo. Nie wstydzę się tego, o nie. Rumieńce na mojej twarzy mogą wywołać tylko słowa. Więc milczę kiedy nie mam nic do powiedzenia i kiedy nikt nie chce mnie słuchać. Nie będę zmuszać siebie i innych. A ponoć jestem egoistką.
Co by się stało gdyby trabant miał skrzydła? Niebo miałoby smak truskawek.
komentarze [22]
Czemu wkładasz głowę tam gdzie nie trzeba? >> środa, 24 stycznia 2007 16:26:59
Jak byłam mała, babcia zawsze powtarzała mi: nie podchodź do pieca, bo poparzy; nie łap osy, bo użądli; nie głaszcz pieska, bo ugryzie. Ja byłam uparta i nie wierzyłam w jej słowa. Wszystko musiałam sprawdzić na własnej skórze. I tak przeżyłam poparzenie, użądlenie i pogryzienie. Z niektórych rzeczy się nie wyrasta, nadal musze sama wszystkiego dotknąć, zobaczyć. Nie ufam ludziom. Gdy ktoś chce mi pomóc, odpowiadam – zostaw, sama spróbuje, inaczej się nie nauczę. I nieważne ile razy się przewrócę, nie skorzystam z dłoni, która podniesie mnie na nogi. Bo uczymy się na swoich błędach, czy siniakach. I podobnie jak w moim dzieciństwie, często zadaje sobie ból, chociaż wszyscy mnie ostrzegają. Ja po prostu muszę wiedzieć, że osy, psy i piece naprawdę są niebezpieczne. Teraz nie będę się więcej do nich zbliżać.
Dopisek:
Matko, koniec świata! Śnieg spadł!
komentarze [15]
Wróciłam z Babilonu. Szaro? Chyba jednak nie. >> poniedziałek, 22 stycznia 2007 09:43:29
Miniony tydzień upłynął wraz z Habakukiem, swiss cannabias ice tee oraz kropelkami nielegalnego, zielonego, czeskiego trunku. Aż mi się łza w oku kręci, że już się skończyła ta przygoda. Bo chciałabym jeszcze tyle rzeczy zrobić, tyle powiedzieć, a nie mam już szans. Ale nic nie da się w tej sprawie zrobić, więc po co płakać? Teraz trzeba stawić czoło rzeczywistości. Nadszedł czas na zmienianie przyszłości, naprawianie swojego życia. Brzmi to poważnie i takie jest, przynajmniej dla mnie. Bo ja ogólnie mam za poważny stosunek do życia. Chyba powinni wyciąć mi połowę mózgu. Może wtedy będę normalna.
„Odpocznijmy, połóżmy się, zapomnijmy”
Na pewno tak było.
komentarze [11]
Bo kabanosy się skończyły >> środa, 10 stycznia 2007 17:53:51
Ironia życia polega na tym, że zawsze wtedy, kiedy spodziewamy się czegoś ważnego i trudnego, nic się nie dzieje, a gdy beztrosko biegamy po korytarzu, zawsze z zaułku wyłoni się niespodziewana przeszkoda. Mamy ochotę na tabliczkę czekolady, która schowana za pudełkiem starych świątecznych pierników leżała, czekając na tą właśnie chwile. I co się okazuje? Siostra w nocy też była głodna i odnalazła zamaskowaną czekoladę. Na początku jest zawód, potem dół, płacz, a następnie wychodzi się do sklepu po nową tabliczkę i przy okazji kupuje się paczkę papierosów. Takie jest życie, jedna wielka groteska, nie taka jak żywa śmierć, trochę mniejsza, ale zawsze groteska.
komentarze [17]